piątek, 11 września 2009

Prawdziwe Maroko???

Obecnie jestem w miescie Boumalne du Dades tuz u wejscia do kanionu Dades. Zatrzymalem sie tu na jeden dzien i dzisiaj bez bagazy przejechalem ta malownicza tarse. Ostatnie dwa dni spedzilem w wiosce Tamtattouchte polozonej w sasiednim kanionie Todra, w hoteliku " Les Amis". Po nocnych ulewach kanion wygladal wczoraj jak po kataklizmie. Droga wielokrotnie przecinana byla przez przeplywajaca rzeke, a miejscami pietrzyly sie sterty rumoszu skalnego. Rower po takim przejezdzie byl caly w blocie, ale czas spedzony w Tamtattouchte to ponownie przyklad na to, ze wszystko zalezy od ludzi ktorych spotyka sie na swojej drodze. Ja mam poki co do nich duze szczescie. Wczorajszy dzien byl najzimniejszy od czasu alpejskich podjazdow. Szczerze mowiac to nie sadzilem, ze przyjdzie mi jechac w Afryce w kurtce i ze zdretwialymi z zimna palcami.Tak wspominam Pobyt w Tamtattouchte.

"Z codziennych porannych obowiazkow pozostalo mi otworzenie namiotu i wypelzniecie na zewnatrz. Nie powiem zeby ta perspektywa jakos szczegolnie mnie martwila czy powodowala wyrzuty sumienia. Wrecz przeciwnie, calkiem dobrze sie z tym czuje. Plan na dzisiejszy dzien... hm... niech pomysle. Nie jest zbyt skoplikowany choc zeby go zrealizowac potrzebuje przede wszystkim czasu. Jest to chyba najbardziej czasochlonna czynnosc na swiecie, czyli "nic nierobienie". Mam zamiar rozsiasc sie wygodnie w fotelu na tarasie i popijac "berber whysky", czyli zielona herbate z mieta. Brzmi niezle. Szybko jednak okazuje sie, ze bezczynne siedzenie nie jest moja najmocniejsza strona. Po poludniu wsiadam na rower i jade do sasiedniej wioski oddalonej o 18 kilometrow, w ktorej mozna skorzystac z internetu. Latwo powiedziec wsiadam i jade. Najpierw musze sie od nowa przyzwyczaic do tak lekkiego roweru. W pierwszej chwili mam spore problemy z utrzymaniem rownowagi, a kierownica trzesie sie jak galareta. Tamtattouchte polozone jest na samym koncu kanionu Todra i droga lagodnie opada do jego wnetrza. Sciany skalne staja sie coraz wyzsze, bardziej masywne az w koncu przypominaja prawdziwe drapacze chmur. Ich ogrom jest przytlaczajacy i w dobitny sposob pokazuje potege natury, ktora potrafi stworzyc takie cudo. Czlowiek niebardzo wie co ma powidziec, zeby opisac to co widzi wiec patrzy i patrzy, i patrzy az w koncu podnosi swoja szczeke z ziemii i rusza dalej wielokrotnie ogladajac sie za siebie. To jak wizyta w gigantycznej galerii sztuki bo mozna odniesc wrazenie, ze wszystko co widzimy wyszlo spod reki mistrza. W tej dramatycznej scenerii czuje sie jak maly robaczek, ktory pelznie miedzy kamieniami. Zapewne tak moze wygladac swiat z jego perspektywy. Pomimo, ze nie jest to szczyt sezonu turystycznego mijam kilka samochodow terenowych. W najbardziej spektakularnej czesci Gorge du Todra pojawiaja sie hoteliki, przydrozne kramy z pamiatkami, a przemysl turystyczny troche niesmialo, ale cora glebiej wypuszcza swoje macki. Ludzie sa tu inni niz w odleglych wioskach gdzie turysci sie nie docieraja. Slowo bezinteresowny staje sie powoli archaizmem. Sa turysci i sa pieniadze, ktore mozna wyciagnac. Takie sa naturalne koleje rzeczy i nie ma sie wlasciwie co dziwic. Szkoda tylko, ze zwykla zyczliwosc idzie jednoczesni w odstawke.
Ani sie obejrzalem, a zrobila sie godzina 18 i za godzine zacznie sie robic ciemno, a ja mam jeszcze do przejechania 18 kilometrow w gore rzeki. Jazda bez bagazy to jednak zupelnie inna bajka. Takie podjazdy nie stanowia teraz zadnej przeszkody i tuz przed 19 jestem w Tamtattouchte. W "Les Amis" zrobilo sie gwarno. Przyjechala trojka kanadyjczykow z przewodnikiemi i wlasnie jedza obiad na tarasie. Biore szybki prysznic i dosiadam sie do nich. Jest tutaj rowniez facet, ktorego spotkalem kilka dni temu w okolicach Missour. Dostalem wowczas wizytowke tego hotelu. Okazuje sie, ze "Les Amis" to rodzinny biznes i on ze swoim rodzenstwem razm go prowadza. Abdoul jest przewodnikiem i organizuje trekkingi w Atlasie Wysokim. Przezabawny z niego gosc. Dusza towarzystwa. Kanadyjczycy ida do swoich pokoi, a ja z ich przewodnikiem i pracownikami hotelu dlugo jeszcze prowadzimy dyskusje. Okazuje sie, ze slawa sliwowicy i Zubrowki dotarla nawet tutaj, bo Abdul zna je doskonale. Dopiero teraz widac w ich zachowaniu ozywienie.Gdy wieczorem konczy sie ramadan wszyscy nabieraja wigoru i budza sie do zycia z lekkiego letargu. Podobno ramadan to trudny okres dla Marokanczyka, tak mowia. Jest wreszcie gotowa moja kolacja. Tradycyjny Tajin, czyli warzywa z miesem podane w charakterystycznym, stozkowym, ceramicznym naczyniu. Do tego oczywiscie nie moze zabraknac wysmienitej herbaty, ktora w Maroku pije sie w duzych ilosciach. Gdy koncze posilek podchodzi Abdoul i pyta czy nie chce jechac z nimi Tinerhir, miasta polozonego 30 kilometrow od Tamtattouchte u wejscia do konionu Todra. Pytanie, jasne, ze jade. Przewodnik kanadyjczykow, ktory pracuje dla duzej agencji turystycznej "Authentic Morocco" odpala swoj samochod terenowy i w czworke udajemy sie do miasta. Jedziemy przez Gorge du Todra tyle, ze zupelnych ciemnosciach jego piekno jest calkowicie ukryte. Wijaca sie wzdluz rzeki droga w swiatlach reflektorow wylania sie jakby w ostatniej chwili. Driver Amin pewnie jednak pokonuje kazdy zakret, jak mowi jego specjalnosc to off-road. Do Tinerhir docieramy bardzo szybko. Dopiero teraz zaczyna sie tu zycie. Jest godzina 22, a restauracje, slepy, kawiarnie pelne sa marokanczykow, ktorzy zdaja sie odreagowywac calodniowy post. Siadamy przy stoliku i od razu wedruje w nasza strone taca z czajniczkiem herbaty. Rozmawiamy po angielsku, oni wplataja miedzy soba berberyjskie zdania. Pytam Abdoula czy nie pokaze mi gdzie moge kupic turban bo czeka mnie jazda przez pustynie, a stanowi on doskonala ochrone przed sloncem. Wstajemy od stolu i idziemy na jego poszukiwania. Zatapiamy sie w gaszczu waskich kretych uliczek obstawionych straganami. Noca panuje tu niesamowity klimat. Jestem chyba jedynym turysta, ktory o tej porze przemierza zakamarki Tinerhir. Nagle zaczyna padac. Deszcz zmienie sie w ulewe, a brukowane uliczki w male strumienie. Abdoul znajduje duzy kawal folii i trzymajac ja nad glowa kontynuujemy nasze zakupy. Woda przelewa sie po moich stopach, ale "japonki" wydaja sie byc najlepszym obowiem na taka pogode. Przynajmniej nic w nich nie chlupie. Znajdujemy w koncu turban i wracamy do samochodu. Amine kupil kilka plyt wiec z glosnikow wydobywa sie najnowsza muzyka, ktora kroluje podobno na marokanskich dyskotekach. Ponownie przejezdzamy przez kanion Todra, a droga po obfitych opadach przypomina miejscami rwaca rzeke i pelna jest rumoszu skalnego naniesionego przez wode splywajaca w gor. Dla samochodu terenowego Amina nie stanowi to jednak zadnego problemu, a on wydaje sie byc w swoim zywiole. Tak sobie pomyslalem o kanadyjczykach, ktorzy przyjechali tutaj aby poznac "prawdziwe Maroko". Wybrali nawet doskonala agencje podrozy, podobno najlepsza, "Authentic Morocco". Ich przewodnik Amin pokazuje im w ciagu dnia wspaniala architekture tego kraju, zapierajaca dech w piersiach nature. Jutro zabiera ich na pustynie, pojutrze nad atlantyckie plaze. Teraz oni siedza w swoich pokojach, a ja po nocy wracam z herbatki w Tinnerhir, przemierzajac kanion Todra, ktory oni zapewne w ciagu dnia dokladnie obfotografowali. W swiatlach reflektorow widac rozpryskujaca sie spod kol wode, ktora od blota nabrala czerwonego zabarwienia i slychac chrzest kamieni. Z glosnikow plynie popularna amerykanska muzyka hip-hop z arabskimi tekstami, a Amin rapuje jedna reka prowadzac samochod po serpentynach, druga zas wykonuje charakterystyczne gesty nad kierownica. Ja siedze na tylnym siedzeniu razem a Abdulem, ktory przyklaskuje i wydobywa z sebie dziwne dzwieki nasladujace podobno berberyjski folklor i zaczynam sie zastanawiac kto tutaj poznaje "prawdziwe Maroko", co wlasciwie oznacza slogan "Authentic Morocco".

2 komentarze:

  1. hej widze ze sie bawisz, pozwole sobie przypomniec o zorganizowaniu jakiejs miejscowej sliwowicy dla mnie do mojej kolekcji,
    qrwa szkoda ze mnie tam z Toba nie ma, trzymaj sie stary i koncz juz ten odpoczynek pora zabrac sie do pracy,pozdro

    OdpowiedzUsuń
  2. widzę że wszystko idzie zgodnie z planem i masz jeszcze czas na leniuchowanie ;) tak trzymać !! szerokiej drogi i powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń