Jestem obecnie w Maroku w miejscowosci Outat el Haj. To trzeci dzien afrykanskej podrozy a oto krotkie wrazenia.
"Noc w Melilli na portowej lawce dobiegla areszcie konca. Nie powiem zebym byl szczegolnie wypoczety, ale podobno spanie na twardym podlozu jest dobre dla kregoslupa. W takim razie po tej podrozy moj powinien byc w doskonalej formie. Melilla nie jest duzym miastem i bardzo szybko docieram do granicy z Marokiem. Zmieniajaca sie sceneria pod kazdym wzgedem mowi mi, ze wkraczam w zupelnie inny swiat. Centum Melilli to bez watpienia luksus i europejski standard. Wystarczy jedak kikanascie minut jazdy na poludnie w strone granicy zeby dostrzec jakiej metamorfozie ulega doslownie wszystko. Asfalt staje sie coraz bardziej popekany, az w koncu przybiera postac bruku, nowocwesne budynki zanikaja ustepujac miejsca obskurnym, obdrapanym, ktore przypominaja niezamieszkale pustostany. Platy odchodzacej farby zwisaja ze scian, na ulicy rosna stosysmieci, a w powietrzu unosi sie ich fetor. Czy teraz taki bedzie moj swiat przez kolejne kilka tysiecy kilometrow? Formalnosci na marokanskiej granicy zalatwiam bardzo szybko. Wkraczajac w ten swiat tak nagle to skok na gleboka wode. Mozna dostac delikatnrgo szoku. Dlugi czas jade jakby derwany od rzeczywistosci, w ktorej sie znalazlem. Moje mysli sa zupelnie gdzie indziej i probuje to wszystko ogarnac. W glowie rodza sie pytania " a jak?", "a jesli?" Przeciez bede zupelnie sam na tej ogromnej przestrzeni. Tak mi sie wydaje. Probuje przewidziec rozne sytuacje i ewentualne rozwiazania i chyba sa to pierwsze oznaki niepokoju. Jak sie okazuje zupelnie niepotrzebne. Nie jest to tak do konca odludna kraina jak mogloby sie wydawac. Sprawia wrazenie niedostepnej, surowej i okrutnej. W rzeczywistosci jest ona pelna zyczliwosci i otwiera przed przybyszem cale swoje cieple, a wrecz gorace wnetrze. Zarowno doslownie jak i w przenosni. Przekonuje sie o tym pod sam koniec dnia, kiedy to mam dosy mieszane uczucia i ogarnia mnie zniechecenie. Wjezdzam w boczna szutrowa droge i znajduje odpowiednie miejsce na nocleg. Zaczynam zdejmowac sakwy z roweru gdy nagle slysze za plecami "Boniour, sa va" Odpowiada, ze wszystko w porzadku i wlasnie bede rozbijal namiot zeby tutaj spedzic noc. Przybysz o imieniu Ahmed natychmiast proponuje zebym spedzil te noc u niego w domu z jego rodzina. Mowi, ze za chwile konczy sie ramadan i beda mogli jesc i pic wiec nalega zebym poszed razem z nim. Kolejna taka propozycja w ciagu trzech dni. Jeszcz troche i na,iot stanie sie zbednym balastem. Mowie Ahmedowi, ze nie mam pieniedzy i nie bede mogl mu zaplacic. Jednak od razu zaczynam zalowac, ze nie ugryzlem sie w jezyk wypowiadajac te slowa. Na jego twarzy pojawia sie wyraz zdziwienia i zmieszania, ze w ten sposob potraktowalem jego propozycje. Dle niego bylo oczywiste, ze goscina, ktora mi zapropnowal jest bezinteresowna i wyplywa z dobroc serca i serdecznosci. Ja niestety od razu potraktowalem to bardzo materialistycznie jako jakis podstep. To nie jest targ, na ktorym chodzi o to zeby naciagnac naiwnego turyste. Natychmiast mowie, ze jesli nie sprawie klopotu jego rodzinie, z mila checia skorzystam zjego propozycji. Dom Ahmeda to zwykla lepianka, ale nie mozna powiedziec zeby byl w srodku obskurny. Nie wiem jak wygladaja inne domostwa, ale tutaj jest milo i przytulnie. Nie zmienia to faktu, ze warunki sa trudne. Nie ma elektrycznosci, a wode czerpia ze studni. Gdy sie juz umylem zona Ahmeda natychmiast przynosi kolacje. Marokanski chleb przypominajacy grubego nalesnika, figi, melon, kawa, hebata oraz popularna w ramadanie gesta zupa z fasoli i soczewicy, ktora marokancwycy spozywaja na koniec dziennego postu. Razem z Ahmedem siedzimy w jedym pokoju natomiast jego zona i starsza corka jedza kolacje w kuchni. Nawet nie wchodza chyba, ze Ahmed je wola gdy czegos chce. Tylko mlodsz corka, ktora jest jeszcze dzieckiem i ma kilka lat przebywa razem z nami. Jest bardzo radosna i zywa. Caly czas gdzie biega, tuli sie do taty albo przegania dwa male chude koty. Ahmed jest oczywiscie muzulmaninem i dwukrotnie tego wieczora wstaje od stolu i oddaje czesc Allahowi poczym wraca i znowu rowmawiamy. Po ra pierwszy mam okazje z bliska przyjrzec sie zwyczajom panujacym w tej kulturze. Njabardziej jednak ujmuje mnie zyczliwosc tych ludzi. Traktuja mnie jakbym byl czlonkiem rodziny, ktory przyjechal w odwiedziny z bardzo daleka. Ahmad caly czas powtarza mi, ze jego dom jest moim domem. Mowi zebym jadl ile tylko mam ochoty i dolewa mi marokanskiej herbaty, ktora smakuje wysmienicie. Wypijam chyba caly dzbanek. Mowie, ze bardo lubie herbate, a ta marokanska jest wyborna. Ahmad slyszac to natychmiast wola zone i karze jej przyniesc opakowanie herbaty i wrecza mi je tlumaczac w jaki sposob nalezy ja pregotowywac. Ci ludzie sa niesamowici. Gdy robi sie ciemno Ahmed zapala lampe gazowa, ktora daje bardzo jasne swiatlo i wyjmuje radio. Podlacza je do duzego akumulatora mowiac z usmiechem, ze to jest jego bateria. Chwile mu zajmuje uruchomienie tego sprzetu, ale wreszcie z glosnikow zaczynaja plynac marokanskie rytmy. Siedzimy tak i rozmawiamy dosyc dlugo. Ahmed wypala kilka papierosow bo w ciagu dnia w czasie ramadanu jest to zabronione. Zasypiam przed polnoca przy nizwykle jasnym swietle ksiezyca, ktory zaglada przez otwarte okno."
sobota, 5 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
co najciekawsze dosyc ciezko jest sobie wyobrazic taka sytuacje w Polsce, raczej jeszcze by Cie ktos opieprzyl ze mu sie na polu rozbijasz. mam nadzieje ze Ci sie tam za bardzo nie spodoba,masz wracac do domu bo nie mam z kim schlodzonej "herbatki polskiej" podegustwac,(a tez niezle smakuje):D
OdpowiedzUsuńta mala marokanka byla ladna nie masz jakiejs fotki jej starszej siostrzyczki, bo nie wiem czy kiedys odwiedzic maroko czy nie:D pozdro ziom
33.312168, -3.694153 to aktualna lokalizacja Artura wg moich ustalen
OdpowiedzUsuńNoo pięknie. Nie dziwne, że tak zareagowałeś na propozycję tego faceta - u nas to byłoby podejrzane;) Przynajmniej porządnie sobie podjadłeś przed trudami wędrówki. Mam nadzieję, że na swojej drodze bedziesz spotykał samych takich ludzi:). Tylko nie zostań tam na zawsze...
OdpowiedzUsuń