Jestem wlasnie w miejscowosci Rich, ktore stanowi brame do Atlasu Wysokiego. Dzisiaj mam juz za soba pierwsza przelecz na skraju Atlasu Sredniego. Niezbyt dlugi podjazd bo zaledwie okolo 8 kilometrow, na wysokosc 1907 m, ale wiatr prawie mnie zdmuchnal. Jutro bedzie polowa podrozy za mna, 45 dni, stan licznika 4600 km. Zaczynam wlasnie trase przez Atlas Wysoki, ponownie wiecej pracy, kolejne podjazdy jednym slowem cos zaczyna sie wreszcie dziac.
"Ciekawe w Maroku jest to, ze ilekroc wydaje sie ze jestes na zupelnym odludziu, zjawiaja sie jacys ludzie niewiadomo skad. Gdy rano skladam namiot przychodzi pasterz ze swoimi dwoma synami. Siadaja w trojke obok mojego namiotu i przygladaja sie bacznie kazdemu mojemu ruchowi, caly czas cos do siebie szepczac po arabsku. Niestety francuskiego nie znaja wiec z naszej konwersacji nici. Zwijam namiot, pakuje sakwy na rower i odjezdzam. Oni wsiadaja na swoje osiolki i udaja sie do swojego stada koz. Droga do Miasta Outat el Haj jest bardzo monotonna. W zasiegu wzroku nie ma zadnych oznak zycia, a krajobraz przypomina kamienista pustynie. Po 70 kilometrach dojezdzam do Outat el Haj, ktore jest bardzo sennym miastem, ale w tym upale, a tymbardziej podczas ramadanu nie ma sie co dziwic. Ponownie mam okazje skorzystac z internetu i pod tym wzgledem Maroko bije wszystkie kraje europejskie przez ktore jechalem. Internet jest jak do tej pory w kazdej wiekszej wiosce. Jedynym problem jest to, ze podczas ramadanu czesc z nich jest otwierana dopiero w pozniejszych godzinach.
Spedzam W Outat el Haj trzy godziny chroniac sie przed sloncem. Gdy wyruszam w dalsza droge po godzinie 15 pogoda bagle zaczyna sie zmieniac. W oddali widac zapylone powietrze, a slonce z trudem przebija sie przez mleczna zaslone chmur. Wiatr sie wzmaga i po chwili robi sie bardzo nieprzjemnie. Niebo przybiera powoli granatowy kolor, a w moja strone nadciagaja olowiane monstra. Postanawiam rozbic namiot. Niestety przed wiatrem nie moge sie schronic bo jak okiem siegnac nie ma zadnego wzniesienia, a o drzewach moge jedynie pomarzyc. Jedynie cierniste krzewy, ktore nie sa w niczym pomocne. Rozlozenie namiotu przypomina akrobatyczne wyczyny. Wiatr co chwila zdmuchuje namiot o kilka metrow i uniemozliwia mi przytwierdzenie go do podloza. Udaje mi sie tylko powkladac sakwy do srodka i zrywa sie dopiero niesamowicie silny wicher, nad moja glowa zbieraja sie czarne chmury i zaczyna lac jak z cebra. Wprawilo mnie to w oslupienie. Przez kilka sekund stoje jak posag nie wierzac wlasnym oczom. Wszyscy ostrzegali mnie przed upalami, a tutaj cos takiego? Nagle uswiadamiam sobie, ze namiot jest caly czas otwarty. Doslownie chwila wystarczyla zeby wiatr zamienil jego wnetrze w piaskownice. Naniosl czerwony pyl, ktory w mgnieniu oka pokryl doslownie wszystko. Osadzil sie na karimacie, spiworze, garnkach, jest doslownie wszedzie. Siedze w srodku zszokowany i zastanawiam sie czy moj namiot wytrzyma ta nawalnice, ktora rozpetala sie na zewnatrz. Deszcz po chwili ustaje, ale potworny wiatr targa namiotem jagby chcial go zmiesc z powierzchni ziemi. Zupalnie jak rozwscieczony zwierz, ktory dopadl swoja ofiare i chce ja rozerewac na strzepy. Aluminiowa konstrukcja wygina sie do granic mozliwosci. Podczas silniejszych porywow zaczynam go podtrzymywac bo sprawia wrazenie jakby mial sie zaraz zlamac. Zacayna sie sciemniac. Zapalam czolowke i w strumieniu swiatla widze unoszacy sie ciagle pyl. Namiot wyglada jak po jakims kataklizmie, a ja bede musial w takich warunkach spedzic te noc bo na poprawe sie na razie nie zanosi. Na zewnatrz caly czas bez zmian. Przynajmniej w pewnym stopniu staram sie oczyscic namiot z piachu, ale rano czeka mnie sporo pracy. Rozwijam karumate i klade sie spac caly czas slyszac jak wicher doslownie ryczy i uderza z calych sil w namiot. O dziwo szybko zasypiam. Gdy budze sie na chwile o godzinie 22 na zewnatrz panuje wrecz grobowa cisza? nie slychac absolutnie najmniejszego nawet swistu. Zapalam czolowke i spogladam jeszcze raz z niedowierzaniem na zapiaszczony namiot i wszystko co sie w nim znajduje. Podnosze garnek, w ktorym miala sie znalezc ciepla kolacja i wysypuje spora garsc cerwonego pylu. Nawet ja jestem pokryty jego cienka warstwa.
O 4.30 budzik nawoluje do rozpoczecia kolejnego dnia oznajmiajac, ze pora wstawac. Dla mnie oznacza to jednak sprzatanie, wypadaloby powiedziac po wczorajszych zamieszkach bo namiot wyglada jak pobojowiska. Zawsze nazywalem go moim malym azylem, a teraz mam ochote uciec stad jak najdalej. Kazda rzecz po kolei wycieram z kurzu i chowam do sakw. Na koniec pozostaje wysypanie piachu z namiotu i wyczyszczenie wnetrza. Zajmuje mi to razem okolo dwoch godzin. Pozostaje jeszcze ja tez oblepiony kurzem. Zmywam z siebie warstewke piasku , ale w bajgorszym stanie sa moje wlosy, ktore zupelnie sie posklejaly. Na szczescie niedaleko jest dom, z ktorego wczoraj bralem wode, wiec pakuje wszstko na rower i ruszam. Do duzego zbiornika doprowadzona jest rura z woda, ktora posluzy mi za prysznic. Skoro nadarza sie taka okazja to robie jeszcze pranie. Po chwili otacza mnie ogromne stado koz, ktore przeciskaja sie w moja strone. Okazuje sie, ze to co ja wykorzystuje jako pralnie dla nich jest wodopojem. Spragnione zwierzeta o maly wlos nie wepchnelyby mnie do wody. Mialbym wtedy co prawda kompleksowa kapiel. Po chwili przychodzi pasterz i przegania szoje kozy na pastwisko. Na koniec myje glowe co przynosi niesamowita ulge, bo w koncu przestaje sie czuc jakbym mial na niej jakies gniazdo. Gdy wsztstko doprowadzone jest do porzadku ruszam w dalsza droge. Wieczorem scenariusz z poprzedniego dnie sie powtarza. Nauczony doswiadczeniem za wczasu rozbijam namiot, zamykam sie w srodku i w malym przedsinku przy akompaniamencie wielkich kropel deszczu, ktore uderzaja o tropik gotuje kolacje, czyli tradycyjny makaron.
poniedziałek, 7 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
witam kolege ponownie, sprawdzilem na mapie gdzie jestes i widze ze dostaniesz troche w kosc,na pewno wybrales najtrudniejsza droge dostepna w okolicy, pomimo tego mam nadzieje ze dobre tempo utrzymasz do konca, pozdrawiam i uwazaj na siebie stary
OdpowiedzUsuń