środa, 19 sierpnia 2009

Miedzy Alpami a Pirenejami






Upaly nie daja spokoju. Jestem juz w Carcassone tuz przed Pirenejami. Jutro powinienem wjechac do Andory, a potem czeka mnie przejazd przez cala Hiszpanie. Na liczniku ponad 2600 km i dobre samopoczucie co chyba najwazniejsze. Po opuszczeniu Alp rozpoczely sie upaly ktore nie daja wytchnienia. I krotka notka z moich zapiskow
" Widac moj budzik jest juz calkowicie zsynchronizowany z tutejsza fauna hodowlana. Dokladnie o 5.30 czyli z chwila gdy moj namiot wypelnia jednostajne pikanie zegarka na zewnatrz slychac pianie wszystkich okolicznych kogutow. Jeden za drugim wydaja dzwieki jeszcze bardziej natretne niz moj niewinny budzik. Najwyzsza pora rozpoczac kolejny dzien - zdaja sie obwieszczac wszem i wobec. Tylko dlaczego o tak nieludzkiej porze. Coraz czesciej nie mam absolutnie ochoty wylazic ze spiwora. Dobre pol godziny ,ija zanim sie z niego wygramole. Szybko cos napisze w moim notatniku i czas zbierac manatki i zaprzegac rumaka. Szkoda tylko? ze napedzanego moimi nogami. Poranzk to zdecydowanie najlepsza pora na jazde. Gdy jeszcze trafia sie plaski teren tak jak dzisiaj to kilometry wrecz same uciekaja spod kol. Przyjzmne, rzeskie powietrze, delikatny chlodzacy wiaterek potrafia zdzialac naprawde cuda. Trzeba wykorzystywac ten czas bo jeszcze chwila i o tak komfortowych warunkach bedzie mozna tylko pomarzyc. Z kazda chwila czuje na plecach coraz bardziej wyrazny, goracy oddech budzacej sie besti. Na razie tylko niemrawo prycha, ale juz w godzinach popoludniowych zieje zywym ogniem. Wykrecanie kolejnych kilometrow przychodzi z trudem i wyciska kazda krople potu. Bez picia czlowiek wysechlby chyba na wior. Ruchy staja sie powolne, a ja mam wrazenie, ze ktos odcial moje zasilanie. Powietrze zmienia konsystencje przybierajac postac lepkiej papki, ktora systematycznie oblepia wszystko i wszystkich. Podmuchy wiatru nie przynosza juz rzadnej ulgi. Wrecz przeciwnie. Przypominaja buchajaca z piekarnika pare gdy go otwieramy zeby wyjac ciasto. Na szczescie od czasu do czasu wzdluz drogi rosna alejki drzew, ktore staja sie chwilowym wybawieniem. Sa niczym oazy na pustyni i przypominaja klimatyzowane po,ieszczenia w tych warunkach. W taka pogode zdecydowanie najprzyjemniejszym miejscem sa...supermarkety. To dopiero ulga, gdy mozna poczuc prawdziwy chlod. Najchetniej nie wychodzilbym na zewnatrz przynajmniej do godziny 17, kiedy to warunki staja sie bardziej znosne. Nigdy nie sqdzilem, ze wlasnie to miejsce kiedykolwiek stanie sie moim ulubionym"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz